1

Turniej Rycerski

 
Ekspozycja


Cennik


Panorama zamku

 

 


LIW CASTLE
HISTORY AND NOWADAYS

Zamek w Liwie (i nie tylko) oczami i soczewkami Michała Kurca

 


www.mazovia.pl



www.wegrowliwiec.pl


Opowieść ciekawa o diable, co złota pilnował

Była ciepła, pogodna, noc lipcowa. Wszystkie okna w Liwie dawno już  pogasły, tylko karczma świeciła z dala jak łuna. Wewnątrz, w dusznej i zakopconej izbie, grała muzyka i panował wesoły gwar. Zza obitego blachą szynkwasu brodaty arendarz rozsyłał przez służbę coraz to nowe kwaterki pełne trunków i znaczył  kredą na drzwiach wypite kolejki.
 
Wśród biesiadników rej wiedli  murarze sprowadzeni z Warszawy przez wielmożnego starostę Tadeusza Grabinkę do budowy nowej kancelarii ziemi liwskiej. Najstarszy z nich, majster Kacper, opowiadał właśnie o odkryciu, jakiego dokonał przy rozbieraniu starych fundamentów zamkowych.
- W ścianie piwnicznej, która przywalona była gruzem od czasu szwedzkiej napaści- mówił z przejęciem - znaleźliśmy drzwi dębowe, żelazem srodze okute, na wrzeciądze zawarte. Pewnikiem tamtędy wchodzi się do tajnego przejścia podziemnego, co to je dawno temu ludzie przekopali, żeby się w razie jakiej biedy dostać do kościoła w Węgrowie. Wszyscy przecież wiedzą w Liwie o tym korytarzu, tylko nikt wejścia do tej pory nie znalazł, a w Węgrowie ponoć loch od dawna zawalony. Prawdę gadam , kumowie?- zwrócił się do otaczających stół liwskich mieszczan. Wszyscy przytaknęli, jeden tylko Jasiek, czeladnik kowalski zaprzeczył nieśmiało - Mnie się zdaje, że nie ma żadnego przejścia podziemnego,  jeno loch, gdzie królowa Bona schowała swoje skarby, zanim do Włoch wyjechała. Dziaduś mi o tym powiadali, zanim pomarli.. .
- Będziesz mi tu duby smalone o jakichś skarbach plótł ! -żachnął się Kacper, nierad, że mu gadkę przerwano.
- Lepiej siedź cicho - natarli na Jaśka mieszczanie - wszyscy tutaj wiedzą, że twój dziadek nicpoń był i łgarz!
Jaśkowi z oburzenia i żalu aż łzy w oczach stanęły. Zerwał się od stołu i krzyknął: - Dziadek  prawdę mówili! Jeszcze wam pokażę! Zobaczycie, że pójdę i złoto królewskie zdobędę !
Kompani przy stole zaśmiali się, jakoby stado żubrów zaryczało, a Kacper wrzasnął za  Jaśkiem : - A idźże na złamanie karku! Diabła tam znajdziesz, nie skarby!                                                                                              
Jasiek wypadł z karczmy i szedł w ciemnościach, zamroczony gniewem  i wypitą gorzałką, nie bacząc gdzie go nogi niosą. Nagle chlupnęło mu pod nogami. Znalazł się przed szeroko rozlaną wodą. Za łanem trzciny majaczyła w ciemnościach potężna wieża zamku, oświetlona księżycowym blaskiem. Chłopak, który od chłodu całkiem otrzeźwiał, podjął w mig decyzję: - Idę do lochu, raz kozie śmierć!
Cicho skradał się między wyszczerbionymi murami, pomny, że gdzieś czuwa nocny stróż. Ostrożność okazała się zbyteczna, bo strażnik leżał przy własnej halabardzie, tuląc miłośnie do piersi flaszkę po wódce i chrapiąc donośnie. Jasiek pożyczył sobie jego latarnię i podszedł do drzwi lochu. Dziw nad dziwy! Wrota, których najtężsi ślusarze nie mogli otworzyć, rozwarte były teraz na oścież. Chłopak przeżegnał się i odważnie wkroczył w czarną, zionącą  i stęchlizną czeluść.
Szeroki, łukowato sklepiony korytarz zasnuty był olbrzymimi pajęczynami. Po ceglanej posadzce z piskiem uciekały szczury, a spłoszone nietoperze muskały błoniastymi skrzydłami twarz śmiałka, chcąc zgasić mu latarnię. Jasiek nie zważał na nic i szedł dalej naprzód. Nagle w ciemnościach rozprysnął się przed nim rój kolorowych iskierek. Zielone, czerwone, niebieskie i żółte ogniki pojawiały się i znikały, tańcząc w powietrzu jak motyle. Oczarowany pięknem tego widoku podszedł jeszcze bliżej i jego zachwyconym oczom ukazał się stos klejnotów, rzucających tęczowe odblaski na ściany komnaty. Złote łańcuchy, pierścienie, bransolety i diademy wysadzane drogimi kamieniami leżały bezładnie wśród resztek spróchniałych skrzyń i zżartych rdzą żelaznych okuć. Młodzieniec padł na kolana i w zachwycie rozgarniał dłońmi złotą stertę, ciesząc oczy bogactwem. Nagle poczuł na karku czyjś zimny przenikliwy  wzrok. Odwrócił się szybko i mróz przeszedł mu po krzyżu Oto w niszy pod sklepieniem, oplątany pajęczyną i skulony we dwoje, siedział rogaty stwór, dziwaczny półkozioł i wlepiał w niego nieruchomo krwawe ślepia świecące w mroku jak rozżarzone węgle
-Diabeł! - przeleciało mu przez głowę. Wtem stwora odezwała się cicho: - Czegoś tu przyszedł, bratku? Ubogi jesteś może? Pieniędzy ci trzeba? Łagodny ton głosu ośmielił Jaśka, który niepewnie skinął głową. W tejże chwili oczy diabła rozgorzały jak dwie pochodnie, czart buchnął dymem z nosa i ogniem z pyska i ryknął, aż zadrżały ściany :- Dam ja ci złota, hultaju! Pazurami cię rozerwę! W smole usmażę! Z piekła nie wyjdziesz! - i wyciągnął swe straszliwe szpony ku chłopcu. Jasiek wrzasnął ze strachu, uchylił się przed morderczym chwytem i wyrwał co  sil w nogach w stronę wyjścia. Diabeł zaśmiał się obrzydle, jakby stare drzwi zaskrzypiały, wyrwał ze ściany głaz i miotnął  nim z potężną siłą za zbiegiem, który dopadał już  do drzwi.  Zawadził jednak butem o wysoki kamienny próg i rymnął jak długi na bruk, co ocaliło mu głowę, bo w tej samej chwili gwizdnął nad nim głaz rzucony diabelską ręką. Rozległ się potężny huk, jakby odgłos poziemnego gromu i wszystko skryła ciemność.
 Kiedy Jasiek ocknął się z omdlenia, świeciło już słońce. Po wejściu do lochu nie zostało nawet śladu - zapadło się  w głąb wzgórza zamkowego. Wszystko mogłoby wydawać się koszmarnym snem, gdyby nie długi, pięknej roboty złoty łańcuch wysadzany klejnotami, oplątany wokół dłoni chłopca. 
Od tej pory Jasiek nie zaznał spokoju.  Noc w noc widział we śnie czerwone ślepia, czuł zapach smoły i siarki i słyszał przeraźliwy głos: Z piekła nie wyjdziesz!
Udręczony, bliski obłędu, opowiedział całą historię plebanowi liwskiemu. Ksiądz zamyślił się głęboko i rzekł: Chciałeś się wzbogacić przez złodziejstwo, nie przez uczciwą pracę. Kradzione złoto szczęścia nie da. Oddaj je swoim ziomkom, niechaj służy wszystkim.
Tak też się  stało. Rajcy miejscy uchwalili, że za pieniądze  ze sprzedaży klejnotu odbudowana zostanie szkoła spalona w czasie wojny ze Szwedami. Od tej pory przestały nawiedzać Jaśka koszmary i zaczęło mu się darzyć w życiu. Pojął za żonę córkę swojego majstra, po którym odziedziczył kuźnię, a w kilka lat później, jako człowiek majętny i szanowany, został burmistrzem Starego Liwa. Miał dużo dzieci, które przekazały innym tę historię. A na dowód, że to wszystko prawda, pokazywany jest w  liwskim zamku kamień ze śladami pazurów. Ma on tę cudowną  właściwość że każdy, kto go dotknie, znajdzie wkrótce pieniądze. Zdarzyć się to jednak  może tylko jeden raz, w końcu i moc czartowska ma swoje granice.



2006 - 2018 © Muzeum Zbrojownia na Zamku w Liwie  Wszelkie prawa zastrzeżone  Nota prawna  Polityka prywatności