1

Turniej Rycerski

 
Ekspozycja


Cennik


Panorama zamku

 

 


LIW CASTLE
HISTORY AND NOWADAYS

Zamek w Liwie (i nie tylko) oczami i soczewkami Michała Kurca

 


www.mazovia.pl



www.wegrowliwiec.pl


Historia prawdziwa o zatopionych armatach szwedzkich

Zdarzyło się to w na początku XVIII wieku kiedy panujący w Polsce król, August II Mocny wplątał Polskę w długotrwałą i nieszczęśliwą wojnę ze Szwedami. Wojska szwedzkie zwyciężyły kilkakrotnie armię królewską i zaczęły zalewać ziemie polskie, podobnie jak to było w strasznych dniach "potopu". Rankiem 12 kwietnia 1703 roku najeźdźcy dotarli do Liwa. Wiódł ich Karol XII, król dwudziestoletni zaledwie,  lecz wsławiony jako pogromca największych wodzów europejskich. "Odznaczał się wysokim wzrostem, urodą oraz zamiłowaniem do wyrafinowanego okrucieństwa i słów grubych" jak wspomina go dawny kronikarz.
 
Do Liwa gnała go żądza osobistej zemsty. Komendantem zamku był Hans Szpyt, szlachcic kurlandzki, uczestnik spisku Jana Reinholda Patkula, który zamierzał przywrócić polskie panowanie w Inflantach. Wszystkim członkom sprzysiężenia Karol poprzysiągł okrutną pomstę i teraz spełniały się jego zamiary.
Słońce stało już wysoko na niebie, kiedy regimenty szwedzkie przy huku werbli i dźwiękach piszczałek wkroczyły do Liwa. Część żołdaków rozbiegła się po mieście dla rabunku i swawoli, zaś regularne oddziały
zajęły pozycje naprzeciw starego, pamiętającego jeszcze czasy Piastów zamku. Zbudowany na kępie wśród bagien i rozlewisk leniwie wijącego się Liwca, nie zdradzał żadnych oznak życia łypiąc na najeźdźców czarnymi ślepiami strzelnic. Do bramy podjechał groblą szwedzki poseł i butnie przemówił do Polaków:
" W imieniu miłościwie panującego króla Karola XII żądam poddania zamku oraz wydania w ręce sprawiedliwości zdrajcy Hansa Szpyta. Pozostali będą mogli odejść swobodnie, gdzie ich wola. Dajemy wam czas do południa! Ale wiedzcie, że jeśli łaskę królewską odrzucicie, wszyscy zginiecie!" Po czym, zawróciwszy konia, odjechał ku swoim.
Za murami zamku zawrzało. - Nie poddamy się Szwedom!- krzyknęła z ogniem w oczach siostra komendanta, piękna Magdalena- prędzej sama z wieży skoczę!
- Nikt tu nie myśli o poddaniu - rzekł surowo rotmistrz Józef, stary żołnierz, który jeszcze z Sobieskim pod Wiedeń chadzał- rozkaz hetmański jasny: bronić zamku jak długo się da. Tylko że działo mamy jedno i to świerszcza tylko, a oni kolubryny na szańcach ustawiają. Mury popękane..."  -Będziemy walczyć- przeciął rozmowę dowódca - a gdyby wszystko zawiódł mam ja dla Szwedów  niespodziankę...
W samo południe zagrzmiały działa. Straszny był to widok, gdy z paszcz armatnich wylatywały ogniste kule ciągnące za sobą warkocze dymu i wybuchały nad zamkiem, sypiąc wkoło gradem śmiercionośnych odłamków. Żelazne pociski z głuchym hukiem waliły w mury, krusząc cegłę na pył. Chwilami kłęby dymu prochowego przysłaniały żółto - czarną mgłą zamek i wtedy zdawało się patrzącym, że twierdzy już nie ma, że zmiotła ją furia ataku. Jednak w chwilę później, gdy dym opadał, widać było zamek, który trwał jak okręt wśród nawałnicy odpowiadając na ostrzał wroga ogniem swego jedynego działka. Zniecierpliwiony Karol klął szpetnie po szwedzku, w końcu tupnął nogą i warknął gniewnie do generała artylerii:
- Cóż to, takiego kurnika nie możecie rozwalić?! Długo jeszcze czekać mi przyjdzie?
Dowódca poczerwieniał ze wstydu i rozkazał kanonierom załadować największe kartauny, nie używane dotąd w walce.  Potężne działa w krótkim czasie uczyniły wielkie szkody. Kule zniosły szczyt wieży, zwaliły cały północny narożnik muru i wybiły wielką dziurę w bramie i moście zwodzonym. Na dachach forteczki pojawiły się języki ognia.
- Teraz muszą się poddać - wycedził król przez zęby - a wtedy... . Nie dokończył, tylko jego palce zacisnęły się gwałtownie na rękojeści szpady.
Zamilkło wreszcie polskie działo, ale nikt nie wywieszał białej chorągwi. Jako zwiad do wnętrza zamku przedostał się ostrożnie oddział rnuszkieterów, ale ich dowódca stanął wkrótce przed królem wyraźnie zmieszany.  - Najjaśniejszy panie- wykrztusił - to chyba jakieś czary! W zamku nie ma żywej duszy! Zabitych też nie znalazłem, wszyscy zniknęli jak duchy!
Król nie rzekł na to ani słowa. Rozkazał dokończyć burzenia zamku, a sam na czele armii ruszył na Węgrów, odległy od Liwa o milę. Droga prowadziła przez szeroką, bagnistą doliną Liwca, nad którego wezbranymi wodami przerzucony był długi, drewniany most.  

Kiedy Karol z orszakiem przeprawił się przez rzekę, zza pagórka wypełzła ogromna żółtawa chmura, a gwałtowny podmuch podniósł tuman kurzu. Spłoszone konie przysiadały na zadach, zrzucając jeźdźców. Karolowi wicher zerwał z głowy kapelusz, który niesiony podmuchem zniknął  kurzawie. Wtem wszystko zagłuszyło przeraźliwe skrzypienie, po czym dał się słyszeć trzask, huk i gwar pomieszanych głosów. Na oczach Karola i jego świty most powoli przechylił się i runął pogrążając w bagnie dwanaście najcięższych dział, które pociągnęły za sobą w bezdenną topiel konie i kanonierów.
Król stał przez dłuższy czas jak skamieniały, po czym zgrzytnął wściekle zębami; -Nie wiedzie mi się dzisiaj ! Ale ja tu jeszcze wrócę- zaśmiał się niespodzianie- poszukać kapelusza! A teraz, panowie - zwrócił się do oficerów- na Węgrów ! Tam sobie pohulamy! Nie minęły trzy pacierze, gdy wieczorne niebo nad miastem rozjaśniła ogromna krwawa łuna. I widać ją było bardzo długo... .
 
Historia milczy na temat losów załogi zamku liwskiego. Wśród okolicznej ludności krąży jednak opowieść, że obrońcy unieśli głowy z płonącego zamku, wymknąwszy się za mury tajnym wyjściem i zniknęli w gęstwinie nadrzecznych moczarów. Przez bagna przeprowadził ich Tadeusz, miejscowy rybak, który mokradła znał jak własny dom.
 
Podobno jest w lesie jarnickim kotlina, okryta nisko zwisającymi gałęziami wiekowych dębów, gdzie nie zachodzi żaden zwierz ani człowiek, Tam, na miękkim mchu, leżą pogrążeni w głębokim śnie obrońcy zamku. Czas zaś jakby zapomniał o tym miejscu, bo nie starzeją się i pozostają tacy, jak w pamiętnym dniu szturmu. Obudzi ich kiedyś mały pastuszek grając na fujarce, gdy król szwedzki powróci po swój kapelusz. Staną wtedy do walki i pomszczą zburzenie zamku, lecz kiedy to się stanie- Bóg jeden wie.


2006 - 2018 © Muzeum Zbrojownia na Zamku w Liwie  Wszelkie prawa zastrzeżone  Nota prawna  Polityka prywatności