Wojciech Dunaj, Liw, 2007 r.

O diable, co złota pilnował

Dawno temu Jasiek, chłopak z Liwa, wybrał się na poszukiwanie skarbów ukrytych przez królową Bonę w lochach liwskiego zamku. Sławna królowa wyjeżdżając z Polski  w 1556 r. zabrała ze sobą skarby na 12 wozach, lecz jeden z nich ukryła w swoim ulubionym zamku w Liwie, aby mieć zaopatrzenie na wypadek powrotu. Jak wiadomo zmarła otruta we Włoszech, ale ludzie zostawili jej skarby w spokoju, obawiając się diabelskich zasadzek: wszak Bona miała opinię wiedźmy i czarownicy.

Jasiek śmiało wkroczył w szeroki, łukowato sklepiony korytarz zasnuty olbrzymimi pajęczynami. Po ceglanej posadzce z piskiem uciekały szczury, a spłoszone nietoperze muskały błoniastymi skrzydłami twarz śmiałka, chcąc zgasić mu latarnię. Jasiek nie zważał na nic i szedł dalej naprzód. Nagle jego zachwyconym oczom ukazał się stos klejnotów, rzucających tęczowe odblaski na ściany komnaty. Złote łańcuchy, pierścienie, bransolety i diademy wysadzane drogimi kamieniami leżały bezładnie wśród resztek spróchniałych skrzyń i zżartych rdzą żelaznych okuć.  Wtem poczuł na karku czyjś zimny przenikliwy wzrok. Odwrócił się szybko i mróz przeszedł mu po krzyżu. Oto w niszy pod sklepieniem siedział rogaty stwór, dziwaczny półkozioł i wlepiał w niego nieruchomo krwawe ślepia świecące w mroku jak rozżarzone węgle.

-Diabeł! – przeleciało mu przez głowę. Wtem stwora odezwała się cicho: – Czegoś tu przyszedł, bratku? Ubogi jesteś może? Pieniędzy ci trzeba? Łagodny ton głosu ośmielił Jaśka, który niepewnie skinął głową. W tejże chwili oczy diabła rozgorzały jak dwie pochodnie, czart buchnął dymem z nosa i ogniem z pyska i ryknął, aż zadrżały ściany : – Dam ja ci złota, hultaju! Pazurami cię rozerwę! W smole usmażę! Z piekła nie wyjdziesz! – i wyciągnął swe straszliwe szpony ku chłopcu. Jasiek wrzasnął ze strachu, uchylił się przed morderczym chwytem i wyrwał co sil w nogach w stronę wyjścia. Diabeł zaśmiał się obrzydle, jakby stare drzwi zaskrzypiały, wyrwał ze ściany głaz i miotnął nim z potężną siłą za zbiegiem, który dopadał już do drzwi. Zawadził jednak butem o wysoki kamienny próg i rymnął jak długi na bruk, co ocaliło mu głowę, bo w tej samej chwili gwizdnął nad nim głaz rzucony diabelską ręką. Rozległ się potężny huk, jakby odgłos podziemnego gromu i wszystko skryła ciemność.
Kiedy Jasiek ocknął się z omdlenia, świeciło już słońce. Po wejściu do lochu nie zostało nawet śladu — zapadło sie pod ziemię. Wszystko mogłoby wydawać się koszmarnym snem, gdyby nie długi, pięknej roboty złoty łańcuch oplątany wokół dłoni chłopca.

Od tej pory Jasiek nie zaznał spokoju. Noc w noc widział we śnie czerwone ślepia, czuł zapach smoły i siarki i słyszał przeraźliwy głos: Z piekła nie wyjdziesz!

Udręczony, bliski obłędu, opowiedział całą historię plebanowi liwskiemu. Ksiądz zamyślił się głęboko i rzekł: Chciałeś się wzbogacić przez złodziejstwo, nie przez uczciwą pracę. Kradzione złoto szczęścia nie da. Oddaj je swoim ziomkom, niechaj służy wszystkim.

Tak też się stało. Rajcy miejscy uchwalili, że za pieniądze ze sprzedaży klejnotu odbudowana zostanie szkoła spalona w czasie wojny ze Szwedami. Od tej pory przestały nawiedzać Jaśka koszmary i zaczęło mu się darzyć w życiu. Pojął za żonę córkę swojego majstra, po którym odziedziczył kuźnię, a w kilka lat później, jako człowiek majętny i szanowany, został burmistrzem Starego Liwa. Miał dużo dzieci, które przekazały innym tę historię. A na dowód, że to wszystko prawda, pokazywany jest w liwskim zamku kamień ze śladami pazurów. Ma on tę cudowną właściwość, że każdy, kto go dotknie, znajdzie wkrótce pieniądze.

Muzeum Zbrojownia na Zamku w Liwie jest samorządową instytucją kultury której organizatorem jest Samorząd Województwa Mazowieckiego