Fragment wspomnień powstańczych Michała Jackowskiego, żołnierza napoleońskiego, podpułkownika kawalerii w powstaniu listopadowym, członka Wielkiej Emigracji; w cywilu dzierżawcy dóbr Dębe Wielkie.

Michał Jackowski wszedł do szeregów armii Księstwa Warszawskiego w 1807 r. W początkach swej służby trafił do oddziałów tzw. powstania łęczyckiego (wkrótce przekształcono je w 5. pułk strzelców konnych Księstwa Warszawskiego), potem został podoficerem 2. pułku piechoty, wreszcie awansował na porucznika, najpierw artylerii konnej, a następnie 7. pułku piechoty. Wziął udział w kampaniach 1809, 1812, 1813 i 1814 r. W latach 1813 i 1814 Jackowski służył w 16, a potem 13. pułku piechoty Księstwa Warszawskiego. Warto dodać, że obie jednostki związane były z departamentem siedleckim (16. pułk ks. Konstantego Czartoryskiego uformowano w dużej części z mieszkańców owego departamentu, 13. pułk – za pieniądze zebrane w cyrkułach siedleckim, lubelskim i bialskim). Jeśli chodzi o pułk 13 – dla wyjaśnienia – nasz bohater dowodził nowo organizowanym tzw. batalionem zakładowym owego pułku pochodzącym z Krakowa. Cały bowiem oddział stacjonował podówczas w Zamościu, pod dowództwem płka Franciszka Żymirskiego.

Po kapitulacji Paryża w 1814 r. i powrocie z Francji do Polski Jackowski wstąpił do armii Królestwa Polskiego; tam został nominowany na kapitana w 1. pułku strzelców pieszych. Od 1815 r., po wzięciu dymisji z szeregów Wojska Polskiego (w dużej mierze wymuszonej przez naczelnego wodza, księcia Konstantego) dzierżawił nieodległe od Liwa dobra Dębe Wielkie (w ówczesnym woj. mazowieckim). Podczas sławnej listopadowej nocy z 29 na 30 XI 1831 r. przebywał w Warszawie. Po powrocie do Dębego zorganizował oddział ochotniczy i na jego czele ponownie wyprawił się do Warszawy. Wkrótce awansowano go do stopnia majora i oddano do dyspozycji regimentarza Romana Sołtyka. W początkowej fazie powstania Jackowski współorganizował powstańcze siły zbrojne w województwach lubelskim i augustowskim. Na początku 1831 r. przydzielono go do sztabu gen. Jana Weyssenhoffa.

Wspomnienia Jackowskiego ukazały się drukiem w dwóch tomach „Pamiętników Polskich” redagowanych przez Ksawerego Bronikowskiego (Paryż, t. 1, 1844 r., t. 2, 1845 r.), p.t.: „Pamiętniki podpułkownika, byłego dowódcy brygady jazdy Michała Jackowskiego 1807-1831”. Jackowski opisał w nich (między innymi), epizod swej służby z początku 1831 r. Otóż w dniu 8 lutego 1831 r. wódz naczelny ks. Michał Gedeon Radziwiłł wysłał Jackowskiego z rozkazami do Siedlec i Liwa. Miał on wtedy okazję poczynić wiele ciekawych obserwacji tyczących się mentalności żołnierzy i cywilów na terenach ówczesnego województwa podlaskiego. O ile sprawy związane z armią nie napawały naszego bohatera optymizmem (ogólny chaos i upadek dyscypliny), to patriotyczne postawy miejscowej ludności budziły jego uznanie.

W Liwie, gdzie wysłano Jackowskiego przebywał podówczas wraz ze swym sztabem wspominany już generał Franciszek Żymirski, jeden z najlepszych i najbardziej zasłużonych polskich wojskowych z czasów Księstwa Warszawskiego i Królestwa Polskiego. Żymirski, żołnierz o fascynującej, pełnej przygód (walki na Karaibach, pobyt w niewoli angielskiej na Jamajce) i chwalebnej biografii (żołnierz Legionów Polskich, potem dowódca 13. pułku piechoty, na którego czele bronił twierdzy zamojskiej) dotąd nie był kojarzony z Liwem, jakkolwiek Marek Tarczyński, biograf generała, wspominał o „liwskim” epizodzie w jego życiorysie. Franciszkowi Żymirskiemu poświęcony będzie oddzielny wpis; obecnie poprzestańmy na tym, że pamiętniki Jackowskiego bezspornie potwierdzają pobyt generała w Liwie, w lutym 1831 r. Oddajmy teraz głos pamiętnikarzowi:

Dnia 8 lutego 1831 [r.], naczelny wódz książę Radziwiłł, wysłał mnie do dywizji ułanów pod komendą jenerała Suchorzewskiego. Nie wiedziano, czy jenerał ten był w Siedlcach, dano mi depesze i ustny rozkaz, aby w razie, gdyby się tam nie znajdował, zapytać go, dlaczego to miasto opuścił, nie mając przeciw sobie przemagającej siły artylerii i piechoty, kazano mi zarazem być obecnym, gdy Siedlce na powrót zajmować będzie. Stamtąd dojechać miałem do Liwa do korpusu jenerała Żymirskiego, zawieść mu hasło i przywieźć od niego raporta […]. Wziąwszy od jenerała Suchorzewskiego raport na piśmie, wyruszyłem do Liwa, do korpusu jenerała Żymirskiego na parokonnym, najętym wózku, bo poczty w Siedlcach nie było. O półtory mili od Siedlec zatrzymałem się pod wsią Grębkowem przy karczemce chcąc dać się napić wódki memu powozicielowi; gdy ją karczmarz wyniósł, spostrzegłszy mnie officera polskiego, rzekł: „Kilka minut temu było tu ośmiu Kozaków”. Spojrzę naprzód, aż tu widzę tych samych Kozaków ku mnie dążących; byli ode mnie jeszcze kilkaset kroków, czem prędzej więc wyskoczyłem z wózka, a że las był blisko, gęstwinami na piechotę do niego się dostałem. Ubiegłem w lesie więcej jak ćwierć mili długo słysząc głosy Kozaków, nareszcie spostrzegłem las rzadszy i idącego w nim włościanina. Zbliżyłem się do niego, opowiedziałem mu cały przypadek i prosiłem go, aby mi dostał konia i przewodnika do Liwa. „Chodź pan, odpowie poczciwy chłopek, zaczekaj tu pod tem dużem drzewem, nie pokazuj się, bo może we wsi są Kozacy, ja sam pójdę do domu”. Nie wyszła godzina, spostrzegłem go jadącego na koniu; drugiego dla mnie prowadził. „Jest, rzecze, do Liwa dwie mile drogi, ale będziemy mieli półtrzeciej mili, bo ścieżkami i lasami musimy się przedzierać”. Tak więc drożynami wyjechaliśmy pod Kałuszyn na drogę idącą do Liwa. Dojechaliśmy do Kałuszyna, gdzie wziąłem konie pocztowe, zapewniwszy się o bezpieczeństwie drogi, na której były nasze posterunki. Rozstając się z poczciwym włościaninem, ofiarowałem mu 30 zł za tę ważną usługę, lecz ten pieniędzy przyjąć nie chciał, mówiąc, że to nie nadzieja dostania datku pieniężnego, ale chęć usłużenia Ojczyźnie, spowodowała go do wskazania i ułatwienia mi drogi. Zaledwie go zniewoliłem do przyjęcia tej nagrody, mówiąc mu „Bądź każdemu i w każdej okoliczności w sprawie ojczystej użytecznym i pomocnym, ale może nie każdy będzie mógł ofiarować ci jaką nagrodę; ja zaś jestem w możności, a zatem ode mnie przyjąć powinieneś”. Z Kałuszyna przybyłem do Liwa do korpusu jenerała Żymirskiego, a doręczywszy mu ekspedycje i hasła i wziąwszy od niego raport do Naczelnego Wodza, stanąłem w głównej kwaterze, która była w Okuniewie w nocy o godzinie drugiej d[nia] 9 lutego.

Muzeum Zbrojownia na Zamku w Liwie jest samorządową instytucją kultury której organizatorem jest Samorząd Województwa Mazowieckiego