Portret Żóltej Damy malowany z natury. Aleksander Puszkin, 2007, Liw

Historia dziwna i straszna o Żółtej Damie Zamkowej

Było to dawno, bardzo dawno temu. Zamek liwski był piękny i potężny. Rządził nim kasztelan, rycerz dobry i pan szczodrobliwy. Miał on żonę urody wielkiej imieniem Ludwika, którą wiernie miłował był- nie tak, jak to dzisiejsi panowie czynią. Ona też kochała go całym sercem. Ale wielu jest ludzi złych na świecie, którzy zawistnym okiem patrzą na cudze szczęście.

Pewnego razu kasztelan obdarował swą lubą drogim pierścieniem z brylantem. Wielka była jej radość z podarunku, ale cóż, kiedy w krótkim czasie klejnot ten zaginął i na nic zdały się wszelkie poszukiwania. Aby pocieszyć żonę kasztelan zamówił u złotnika następny, równie piękny pierścionek. I patrzcie, co się dzieje — nie minęły dwa dni – i ten także przepadł, jakby kto kamień do wody rzucił!
Kasztelan był człowiekiem prawym, ale zazdrosnym i popędliwym ponad wszelką miarę. Wezwał do siebie małżonkę i wręczył jej trzeci pierścień, równie kosztowny i piękny jak poprzednie. – Nie jest to dar miłości — rzekł dysząc z gniewu — ale próba twojej wierności małżeńskiej. Jeśli i ten klejnot zginie, pod sąd cię oddam i o niewierność przed całym światem oskarżę. A wtedy… Ludwika odeszła ze ściśniętym sercem. Karą za podeptanie przysięgi małżeńskiej była tylko śmierć.

Aż nadszedł ten dzień, kiedy i trzeci pierścień zniknął. Długo hamowana wściekłość zazdrośnika wybuchnęła z całą mocą. Na jego rozkaz strażnicy zawlekli Ludwikę przed sąd, który w dwa pacierze wydał wyrok: – Winna zdrady, tedy ściętą być musi — orzekli sędziowie. Jedynie kapelan zamkowy ulitował się nad skazaną i poprosił sędziów o sąd boży. Ci złagodzili surowość wyroku. Ludwika mogłaby zostać uwolniona od winy i kary, jeśli przewierci palcem cegłę, którą jej zostawiono na noc w lochu. Każdy z was wie, że nic z tego wyjść nie mogło. Utwierdzeni w swoich przekonaniach sędziowie wezwali kata miejskiego na zamek, aby dopełnić wydany wyrok.

Była pełnia. Wielki czerwony księżyc oświetlał podwórzec, pośrodku którego, obok pnia przykrytego suknem, trwał nieporuszenie obnażony do pasa kat, wsparty na wielkim mieczu. Jego głowę i twarz skrywał kaptur. Zegar na wieży kościelnej właśnie wybił północ, kiedy drzwi lochu rozwarły się ze zgrzytem i halabardnicy wywiedli panią Ludwikę na dziedziniec. – Jestem niewinna! – wykrzyknęła nieszczęsna kobieta w stronę okna, w którym pojawił się mąż. Kasztelan stał niewzruszony. Na jego znak błysnął miecz i głowa spadła.

Miesiąc minął od egzekucji a kasztelan nie mógł sobie znaleźć miejsca. Aby odpędzić złe myśli zajął się długo odkładanym remontem wieży. A teraz słuchajcie uważnie i patrzcie, co się dzieje! Pod wieczór do jego komnaty pędem wpadło kilku dworzan, którzy z poddasza wieży przynieśli niezwykłe znalezisko. Było to ptasie gniazdo z trzema brylantowymi pierścieniami w środku. – Sroka, panie- krzyczeli słudzy jeden przez drugiego — to gniazdo sroki Przez nią nasza pani zginęła niewinnie!
Kasztelan zamarł ze zgrozy. – Odejdźcie- rzekł w końcu cichym głosem- chcę być sam. Następnego dnia znaleziono go na bruku pod wieżą. Leżał tam z roztrzaskaną głową. Rzucił się ze szczytu baszty, widocznie wyrzuty sumienia nią dały mu żyć dłużej.

Od pory na zamku straszy. Pojawia się zjawa w sukni świecącej żółto w ciemnościach. Nie jest to zły upiór, tylko duch niewinnej ofiary spisku, która szuka oczyszczenia w oczach ludzkich. Kto chciałby pomóc kasztelanowej, musi wybrać się o północku w czasie pełni księżycowej do ruin zamku, a wtedy już ona powie, jak jej dopomóc można i od cierpienia doczesnego uwolnić. Prawdopodobnie nikomu nie udało się odczarować widma w żółtej sukni, ponieważ o każdej pełni księżyca pojawia się na zamkowych murach. Kto śmiały, niech się wybierze na spotkanie z Żółtą Damą, jak ją nazywają tutejsi mieszkańcy. Może ją wyzwoli, a sam stanie się bogaczem…Kto wie?

Muzeum Zbrojownia na Zamku w Liwie jest samorządową instytucją kultury której organizatorem jest Samorząd Województwa Mazowieckiego